Skopiuj CSS
niedziela, 15 kwietnia 2012
Na jabłoni za oknem wychodzą małe, nieprzyzwoicie zielone listki, a obok nich wiszą drobne krople deszczu. Zastanawiam się nad strachem. Strachem przed: śmiercią, chorobą, samotnością, porażką, smutkiem, żalem, tęsknotą. I żeby się nie bać, myślę o tym jak najwięcej. Myślę o tym, czego się boję. Wychodzę naprzeciw i widzę, czuję jak setki razy przegrywam. W sporcie jest tak, że każdą rywalizację można przegrać już w szatni. Ja przegrywam swój następny dzień, każdego dnia. Tylko dlatego, że nie ma jej?
     Być może tak właśnie jest. Chodząc tymi samymi ścieżkami, które swojego czasu były szerokie, prowadziły do celu, wokół nich rosły piękne krzewy, zdobione kwiatami, nie rozmyślałem o takich dniach, gdy będzie trzeba zejść z nich i iść dalej całkiem inną. Jak wyglądają teraz te ścieżki? Podobnie, jak niedawno spalone łąki, z tym, że są wąskie, a stopę można zranić o ostre kamienie. Wokół przepaść, a ja stąpam pospiesznie, biegnę przed sobą z zamkniętymi oczyma – byle odtworzyć przeszłość, byle nic się nie zmieniało.
     Ilu z nas chce trwać tak w przeszłości? Ilu z nas chce chodzić zupełnie innymi drogami, trudniejszymi, bardziej wymagającymi i dłuższymi, usłanymi pułapkami? Wielu, wszyscy, kilku, ja tylko? To niebywałe, jak ludzkie emocje wpływają na ich wybory, a zwłaszcza jeden wybór: tu i teraz, albo kiedyś tam. Co wybrać? Proste – przeszłość. Przeszłość była idealna, przeszłość była bezpieczna, przeszłość była dla nas dobra. Tak działa nasz mózg – chowa te przykre zdarzenia, przykrywa je pledem utkanym z cudownych chwil, nieco upiększonych, podrasowanych. Teraz się nie liczy, bo teraz należy tylko zjeść, spać, wypróżnić się i szukać dalszych szans na odzyskanie przeszłości.
     Starzy ludzie chcą młodości, młodzi dziecięcej beztroski, samotni utraconych przyjaciół, skrzywdzeni ukojenia, zmarznięci ciepła lata… Gdzie można znaleźć te zguby? Oczywiście w komnacie, w której jest szklany sejf. Nie możemy go otworzyć i wziąć z niego, tego, co nam potrzeba. Za to możemy przypatrywać się do woli zgromadzonym w niej przedmiotom. Możemy tęsknić, złościć się, walić pięścią w zimne szkło, gryźć palce i wylewać żale. Niektórzy obrażają się i wychodzą, kasując z pamięci samych siebie, albo spychając te ogromne hałdy zalegającego żalu do piekła zapomnienia, które daje „nowe życie”.
    A nowe życie jest przecież zawsze lepsze, ponieważ lepiej jest biec do przodu. W końcu to ludzi są urodzonymi biegaczami – żadne inne stworzenie nie jest w stanie przebiec takiego dystansu jak człowiek. Pytanie: czy biegniemy po to, aby coś złapać, czy dlatego, żeby nie zostać złapanym. A ścigać nas może właśnie nasz wybór, nasz zmora, nasze przekleństwo w postaci pamięci, która jak chmura gradowa znikąd pojawia się na błękitnym niebie zapomnienia i „nowego życia”.
    Szklany sejf zawsze tam będzie. Nic go nie zniszczy, oprócz śmierci. Nic go nie zakryje, lichej firaneczki złotej przyszłości. zostaje kwestia, jak długo będziemy wracać do niego i się wściekać z bezsilności, smutku, żalu.
    Postanowiłem, że usiądę obok niego, oprę się i zasnę. Zapoznam się ze swoimi strachami, zapoznam się jeszcze raz ze starym sobą, z moimi wyobrażeniami, miejscami, słowami, czynami, odczuciami, ekstazą i dołem, śmiechem i łzami, krzykiem i świętą ciszą dwóch oddechów, ze słowami delikatnymi i słodkimi jak wata cukrowa i tymi, które bolały.
    Taki jest wybór: być jak nowy liść, lub jak kropla deszczu, która jest chwilę, a później spada na ziemie. Bo człowiek i smutek współgrają ze sobą. Ta kropla, która w końcu spadnie, zostanie wykorzystana, a jeśli nie, to wyparuje i tak czy inaczej wróci.

sobota, 07 kwietnia 2012
Zbieram się i nie mogę się wyzbierać. Do niczego. Utknąłem gdzieś, w małym bagienku po uszy i wygramolić się nie mogę. A jak przychodzi pisać, to czuję, że między zębami piach się przewala, w płucach pusto, głowa zbyt ciężka, palce drętwe, połamane, wręcz bolą mnie. Wszystko krzyczy: nie pisz, idioto! Głośne te krzyki, donośne, groźne i słuchałem się długo. Niestety nijak potrafię wyrzucić z siebie ten smutek, odbierający mi wszystko, co mam. Ani leżenie, ani siedzenie, ani wpatrywania się z zdjęcia nie pomaga. Co zatem zrobić? Chlać na potęgę i budzić się w jeszcze gorszym stanie? Pobiec przez spalone trawy w nieznane? Jakby chociaż było takie nieznane…
     Więc przyszła zmiana jakaś, raczej duża, niż mała. Za późno jednak na prawdę, za wcześnie na kłamstwa. A może na kłamstwa nigdy nie jest za późno? Zwłaszcza, gdy trzeba okłamywać siebie. Tak jest lepiej, tak jest dobrze, tak bezpieczniej, lżej. Po co się starać, naprawiać, głowić? Po co sobie tylko i wyłącznie szkodzić? Wystarczy puścić swoje dłonie splecione, wystarczy nigdy nie tęsknić za smakiem ust, wystarczy nie czuć tego zapachu, wystarczy odejść w dwie różne strony, wystarczy zapomnieć to, czego zapomnieć się nie da. Wystarczy nauczyć się oddychać pod wodą, wybierać sobie sny. Może polecieć na księżyc, by tam odnaleźć brakujący element? Tę ciszę i pustkę, które współgrają ze sobą, wręcz jedna z drugiej wychodzi, matka i córka, siostry jednocześnie, dwie kochanki, zbereźnice, morderczynie, kobiety.
     Na księżyc za wcześnie, słońce budzi do życia świat, ten mój kawałek ziemi, kilka metrów, może kilometrów, które ochrzciłem mianem świata. Mój świat – moje myśli, moje słowa i czyny, kilku znajomych, tłumy obcych ludzi, kilka kolorów, dźwięki. I najważniejsze, co czuję. Nie, nie najważniejsze, najmniej ważne. I tak nikt nie wierzy, bo emocje są przereklamowane, zbyteczne. Emocje są błędem ewolucji, odpadkiem, efektem ubocznym zbyt dużego mózgu. Emocje należy zlikwidować, zabić i zakopać. Po prostu nauczymy się oddychać pod wodą, nic więcej.

sobota, 21 stycznia 2012
Młodzież się buntuje, młodzież kontestuje; młodzież słucha rocka, pije alkohol, uprawia seks bez zobowiązań i pali marihuanę. Młodzież jest wolna w każdym aspekcie, niezależna i zdrowa, nie para się żadną polityką, ba!, polityka to zło największe i nie ważne kto rządzi – trzeba mu być przeciwnym! Trzeba sprzeciwiać się wszystkiemu, co chce nas kontrolować…

Pomyliłem epoki chyba. Kto się teraz buntuje? Nikt. Bo buntujący się utożsamiani są z narzekającymi, a w naszym społeczeństwie parcia na sukces nie ma miejsca dla takich. W naszym nowoczesnym społeczeństwie tolerancji dla wszystkiego i wszystkich pojawiających się w telewizji –  nie ma miejsca na tolerancje dla tych, którzy chcieliby, żeby nie istniały spory polityczne, żeby młodzież zajmowała się innymi rzeczami niż kłócenie się na forach o dwie partie. Żeby sport łączył, a nie dzielił. Nie ma tolerancji dla takich ludzi. Jest tolerancja dla pyskówek na najwyższym szczeblu, jest tolerancja na błaznów w Sejmie, jest tolerancja na obrażanie uczuć religijnych (ale tylko jednej religii), jest tolerancja na głupotę! Głupotę tych wszystkich, którzy chcą nami rządzić, a żyją w jakimś oderwaniu od rzeczywistości.

Ile my mamy lat? 20-23? I co robimy? Siedzimy na tych naszych portalach i jak więźniowie w celi gryzmolimy nasze hasełka. Ktoś odpiszę, ktoś zareaguje, ktoś bluzgnie, ktoś wspomni o PIS, wyzwie od komuchów i tyle. Bronimy zajadle swojego, choćbyśmy się z tym nie zgadzali, to zaczynamy się zgadzać, bo ktoś, kogo my nie lubimy nie zgadza się jeszcze mocniej! Paranoja…

Wracając do cudownej polityki - to zaczyna się od wsi, gmin i powiatów, t
o zaczyna się od domów sołtysów, do których przychodzi „biznesmen” z „ofertę”, a kończy na sali Sejmowej, w Parlamencie Europejskim czy Kongresie, gdzie politycy jak zaprogramowani (pieniędzmi) przepychają ustawy o tym, że ślimak jest rybą, ogórek musi być prosty, a cały Internet będzie kontrolowany.


Cieszy mnie protest przeciw wysokim cenom paliw, cieszą mnie petycje pisane w każdej sprawie. Cieszy mnie to, że nie wszyscy siedzą cicho lub pakują manatki i wyjeżdżają, gdzieś, gdzie ponoć jest lepiej, bo przynajmniej więcej pieniążków się zarabia. Chyba przyszedł moment, kiedy trzeba powiedzieć "stop".

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 75